
Pod koniec lata wielce aktualny stał się na Litwie temat dalszego scenariuszu rozwoju stosunków polsko-litewskich. Innymi słowy – co dalej ze strategicznym partnerstwem? Przed wakacjami, przypomnijmy, litewska elitka polityczna skutecznie wywiodła ten temat na manowce, najważniejsze jego wątki wręcz zagnała w kozi róg i udała się samozadowolona na „zasłużony” odpoczynek.
Teraz na nosie mamy jesień, a więc otwarcie również nowego sezonu politycznego. Temat niechybnie powróci jak bumerang. Problemy nowe i stare. Niektóre tak stare, jak opisane przez Maironisa mury „prastarego trockiego zamczyska”, które, jak wiadomo, porosły „pleśnią i mchami”. W nowym jesiennym rozdaniu wszystkich najbardziej intryguje jedna niewiadoma. Mianowicie, jak się zachowa w patowej sytuacji nowy prezydent Rzeczpospolitej Bronisław Komorowski. Stąd masa spekulacji, domysłów, przewidywań i przede wszystkim baczne obserwowanie w Wilnie każdego kroku nowego przywódcy sąsiadującego kraju.
Na początku były krokodyle łzy, że Komorowski nie dotrzymał obietnicy z kampanii wyborczej i z pierwszą wizytą udał się nie do Wilna, tylko do Brukseli, Paryża i Berlina. To niechybny znak ochłodzenia, natychmiast zawyrokował publicysta Audrius Bačiulis, który przezornie dostrzegł w tym demarszu niewidzialną, niechętną Litwie, sterującą rękę polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego (Sikorski jest „zły”, ponieważ domaga się od władz w Wilnie wywiązania się z traktatowych zobowiązań). Bačiulis stawia nawet karkołomną tezę, że strategiczne partnerstwo z Polską stało się niewypałem, dlatego Litwa może zamienić je na strategiczne partnerstwo z... Białorusią. A dlaczego nie, kalkuluje publicysta. Nic tak nie zbliża, jak wspólne interesy. Grigorij Aleksandrowicz ma akurat ogromne kłopoty z nośnikami energii. Wygląda, że na śmierć pokłócił się o to z Moskwą. My jesteśmy w podobnej sytuacji, więc Kubilius nie bez racji popedałował na Białoruś, udowadnia dziennikarz.
Kilka dni później sytuacja dość kardynalnie się odmieniła, gdy wyszło na jaw, że prezydent Komorowski urlop spędza na Litwie i incognito, nimalże tajnie, spotkał się z prezydent Grybauskaite. Mówili (nieoficjalnie wprawdzie) o kontynuacji strategicznego partnerstwa, energetyce, problemach mniejszości narodowych, o przewodnictwie Polski w UE, Litwy – w OBWE. Media litewskie temat natychmiast podchwyciły, zaczęły go intensywnie eksploatować w świetle pozytywnym (akcentowano litewskie korzenie rodu Komorowskich, sentyment prezydenta do kraju przodków itp). Jak więc naprawdę może być w stosunkach polsko-litewskich w nowym rozdaniu? Odpowiedź brzmi: nie wiadomo. Możemy jednak zawsze założyć dobry i zły scenariusz. Spróbujmy więc rozważyć szczegóły, które mogą zaważyć na tym, który ze scenariuszy się spełni.
Już na jesieni litewski Seimas ma powrócić do tematu pisowni nielitewskich nazwisk, przymierzy się też do przyjęcia nowej Ustawy o oświacie. Biorąc pod uwagę, że niniejszy litewski parlament już niejednokrotnie udowodnił, że w sprawach polskich jest głuchy, ciemny, zacietrzewiony i jednocześnie mocno przelękniony, to mamy prawo zadać biblijne pytanie: „Czy z Giedymino 53 może być coś dobrego?”. Moim zdaniem, prędzej Rada Europy, na której wokandę już zaczynają trafiać litewskie pytania, wyda werdykt w sprawie problemów Polaków na Litwie, niż upora się z nimi Seimas.
Kolejny ważny moment, który zaważy na scenariuszu rozwoju polsko-litewskich relacji, dotyczy sytuacji największego inwestora na Litwie - polskiej spółki PKN Orlen. Jak na razie Orlen, który, przypomnijmy, zapłacił bajeczne pieniądze za przestarzałą i rozsypującą się rafinerię w Możejkach, a później hojnie sponsorował różne projekty na Litwie (m. in. narodową reprezentację koszykarzy), jest traktowany przez władze naszego kraju niczym intruz. Jeżeli ostatecznie zostanie wypchnięty z Litwy, to oprócz dyskomfortu moralnego, strat materialnych, pozostanie jeszcze duże piętno na świadomości wzajemnego zaufania partnerów. I ta ostatnia szkoda może się okazać najdotkliwszą, jeżeli chodzi o perspektywę. Jak bowiem można rozważać wspólne duże projekty biznesowe ze świadomością, że partner może zachować się po zbójecku np. rozebrać tory kolejowe, by utrudnić działalność strategicznemu inwestorowi (co właśnie przydarzyło się Orlenowi).
Pamiętajmy też, że na Litwie zbliża się termin wyborów samorządowych. Tradycyjnie już przed tak ważnym wyzwaniem dla władz lokalnych wzrasta presja na dwa podwileńskie samorządy. Bardzo więc prawdopodobne, że i teraz mandaty za podwójne nazewnictwo w rejonach wileńskim i solecznickim będą coraz wyższe, a część partii litewskich ogłosi przedwyborczą antypolską krucjatę.
Hipotetycznie może być też tak, że najważniejsi litewscy politycy odpowiedzialni za litewskie państwo, jego prestiż, międzynarodowe zobowiązania nagle przejrzą na oczy i zaczną poważnie traktować swoją służbę, swych partnerów, a nade wszystko swych obywateli, nawet jeżeli ci nie należą do dominującej narodowości.
Dalej Państwo niech sami rozważą, który ze scenariuszy rozwoju polsko-litewskich relacji w najbliższym czasie jest bardziej realny...
Tadeusz Andrzejewski
za Tygodnik Wileńszczyzny




Polskie MSZ zaprezentowało Raport o sytuacji Polonii i Polaków za granicą.
Przestrzeganie praw mniejszości polskiej na Litwie. Raport „Wspólnoty Polskiej”
Observance of Polish minority rights in Lithuania- Report prepared by the Association „Wspólnota Polska”
Język polski zastąpiono przez ukraiński, choć ogół wiernych nie wyrażał nigdy takiego życzenia
Polacy w kraju po prostu zapomnieli o swoich zaolziańskich rodakach. Nauczyli się wobec Czechów czołobitności.
Młodzi Polacy na Białorusi dostają czytelny sygnał, że jako Polacy na pomoc z Polski liczyć nie mogą
Traktat polsko-litewski a mniejszość polska na Litwie